Znajomi królika, czyli beneficjenci akcji społecznych. Do kogo trafiają i czy są potrzebne?

Zacznijmy od tego, że zawsze, gdy słyszę określenie „społeczne”, zapala mi się wirtualna lampka. W jakimś sensie jestem na nie uczulony, bo przez lata widziałem, jak wykorzystuje się ten, skądinąd normalny i przyzwoity przymiotnik, do niecnych celów. Chyba najbardziej znanym przykładem jest sprawiedliwość społeczna, która ze sprawiedliwością nie ma oczywiście nic wspólnego. Ale zwolennicy grabieży i chęci dzielenia się majątkiem czy zyskiem innych ludzi na potrzeby usprawiedliwienia swoich czynów musieli znaleźć jakiś niewinnie kojarzący się epitet. Wiadomo – żeby tym, którzy za bardzo zastanawiać się nad światem nie lubią, wszystko od razu kojarzyło się dobrze i szlachetnie.

Ale jeszcze gorzej reaguję na taki twór, jak akcja społeczna. Wtedy zapala mi się w głowie nie lampka, a ogień, co widać bo zaczerwienieniu na twarzy i przyspieszonym pulsie. Akcje społeczne, w jakiejkolwiek formie, to mentalna pogarda dla dzisiejszej cywilizacji. Ich narracja i ton traktuje dorosłego człowieka, jak dziecko, a do tego tępe i naiwne dziecko. Mam wrażenie, że ich twórcy zawsze zaczynają od stwierdzenia zwracamy się do debila i mają to na uwadze aż do wypuszczenia kolejnego spotu, billboardu czy chamskiej reklamy.

Każda akcja społeczna operuje językiem tak prostym i banalnym, że pierwszym wrażeniem po przesłuchaniu lub przeczytaniu jest uczucie żenady.

Ale ono nie trwa długo, bo zaraz przychodzi gniew. Spowodowany uświadomieniem sobie, że znów jakaś grupka ludzi uznała pryncypialnie, że oni wiedzą coś lepiej i muszą nauczyć, wręcz wpoić swój punkt widzenia innym ludziom. Zwykły gniew przeradza się we wkurwienie, jeśli dowiaduję się, że w bezpośredni lub pośredni sposób owa kolejna akcja sponsorowana jest z pieniędzy podatników.

Akcje społeczne w Polsce dzielą się na dwie grupy. Te, które w jawny sposób mają przekonać opornych do poddania się jedynie słusznej myśli oraz na te, które tłumaczą oczywistości.

Od tych pierwszych nasłuchałem się, że trzeba szanować dosłownie każdą odmienność, a od tych drugich, że nie należy krzywdzić zwierząt. Obojętnie co sądzę w danym temacie, wiem jedno – nie godzę się na to, żeby traktować mnie jak debila, tym bardziej za moje własne pieniądze. Po drugie, akcje społeczne do niczego nie przekonują. Zwolenników, jak i przeciwników poruszanej teorii utwierdzają we własnych przekonaniach, obojętni też takimi pozostają. Nikogo również nie edukują, bo nie trafiają do tych, do których powinny. Naprawdę, serio ktoś uważa, że po akcji uświadamiającej wpływ alkoholu na prowadzenie pojazdów ktoś odłoży kluczki i nie pojedzie? Albo, że jakiś psychopata nie zatłucze lub nie zostawi przywiązanego w lesie psa? Odpowiedź jest oczywista. Jeśli ktoś w ogóle wpada na taki pomysł, to żadna akcja od jego realizacji go nie odwiedzie. No chyba, że akcja odpowiednich służb. Akcja społeczna ma tylko jeden pozytywny aspekt – daje zarobić jej twórcom. Względnie pozytywny, oczywiście.

Nie obrażajcie się więc na akcję o królikach. Nie dziwcie się, że jej autorzy traktują dorosłych ludzi jak idiotów i za pomocą prostackiej metafory, nawołują do prokreacji.

Taki jest urok każdej akcji społecznej. Również tej, która równocześnie tym samym dorosłym ludziom tłumaczy, jak się przed ciążą zabezpieczyć. Oczywiście, że żadnych pozytywnych skutków one nie przyniosą. I oczywiście, że nie trafią do tych, do których teoretycznie są kierowane. Nikt normalny nie zdecyduje się na dziecko pod wpływem spotu, ale także nikt nie zastanowi się nad użyciem prezerwatywy pod wpływem kampanii społecznej. Przyrost naturalny będzie ujemny z wielu innych powodów, ilość nieplanowanych ciąż pozostanie na tym samym poziomie. Nie z powodu niewiedzy o metodach antykoncepcji, ale znanego od wieków świadomie podejmowanego ryzyka. Jedyne, co akcja może przynieść, to kilka zer na koncie znajomych królika czy też darmową reklamę celebrytom.

Prawdziwa wiedza bierze się z samodzielnej edukacji, sprawdzania źródeł, weryfikowania, porównywania, podważania, dyskusji, polemiki i jeszcze raz weryfikowania. Od akcji społecznej możecie nabawić się jedynie mdłości.

2017-11-13T19:44:09+00:00
%d bloggers like this: