Transmission 2017. Tylko dla wojowników nocy.

Us. Jeden z utworów dźwięcznie wybrzmiewający w aftermovie Transmission z 2010 roku. To pierwszy raz, kiedy odkryłem ten festiwal i zapamiętałem nazwisko Patterson. Czas, kiedy intensywnie poznawałem trance i chłonąłem każdą jego odmianę. Od 2010 roku, choć to tylko kilka lat, trance przeszedł długą drogę. Pojawiały się spory, nawet wśród producentów, o właściwą charakterystykę tego gatunku. Jest jednak miejsce, gdzie te kłótnie ustają, panuje pełna zgoda. Muzyka jedynie łączy, chwytając wszystkich wspólnie i każdego z osobna za serce. Z odpowiednim basem również za plecy. To miejsce, gdzie esencja trancu została zachowana niczym surowiec magicznego eliksiru. Zmieniają się laboratoria, magowie i okoliczności, ale on pozostaje niezmienny, niepodważalny i niezastąpiony. Rzeka emocji, na jaką porwał mnie Transmission 2017, to zdecydowanie najlepsza edycja tej imprezy.

Listopadowa noc okazała się jedną z najpiękniejszych tego roku. Muzyczna wyprawa przeszywająca całego mnie to zasługa imponującego, nawet w porównaniu z mocnymi konkurentami, line-upu. Nie będę rozpisywał się na temat każdego dj’a z osobna, bo dla mnie atmosferę i imprezę tworzy całość i w takiej postaci festiwal pozostaje w mojej głowie. Wszystkie sety są już dostępne, więc każdy może ich odsłuchać i poczuć namiastkę tego, co my w O2Arenie.

Dobór artystów był znakomity. Zestawienie ze sobą mistrzów tego samego gatunku, a jednak prezentujących tak różne style, spełniło swoje zadanie. Gwarancję mieszanki najlepszego na świecie trancu. Bez uczucia znużenia, za to z niecierpliwym wyczekiwaniem na następny set, jak na kolejny odcinek Narcosa.

Całej tej muzycznej magii nie byłoby jednak bez odpowiedniej aranżacji. Tegoroczne wizualizacje i cała oprawa to czasem zapierająca dech w piersiach klasyczna opowieść. Była idealnie dopasowanym dopełnieniem muzyki i laserów. Całość wpisywała się w jakże popularny ostatnimi czasy trend storytelligu. Autorzy ewidentnie odrobili lekcje z poprzednich lat. Na poprzednich edycjach również było efektownie, nie zawsze jednak wszystko było tak dobrze skomponowane z muzyką. Opowieść toczyła się jakby obok występów dj’ów. The Spirit of The Warrior miał spójny przekaz, najwyższej klasy estetykę bez nachalnej dosłowności.

Obsługa w Pradze stała, jak zwykle, na bardzo dobrym poziomie. Małe problemy były jedynie przy samym wejściu. Trzeba było swoje odczekać w tłumie, gdyż przepustowość okazała się zbyt mała. Ale nawet wtedy nie można było odczuć częstej w tej sytuacji agresji i zniecierpliwienia. Wszyscy zachowali dobry nastrój i życzliwość, niektórzy podkręcając go małym conieco. Po przebrnięciu przez bramkę i wcale niezbyt szczegółową kontrolę, byłem już w ziemskim raju. Swoboda poruszania się, dobrej jakości alkohol, brak długich kolejek do baru (nawet przy małych awariach) i toalet. Brak niepotrzebnego napięcia i ciągłych podejrzliwych spojrzeń ze strony ochrony. To wszystko sprawiło, ze czułem się tam gościem, a nie intruzem. Jednocześnie bawiłem się ze świadomością odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. To wszystko niby takie normalne, a wciąż tak niedostępne na polskich festiwalach.

Transmission 2017 na długo pozostanie w czołówce mojej osobistej klasyfikacji festiwali. To była długa noc czystej energii i wybornej muzyki.

A Us wybrzmiało najpiękniej do tej pory i zostało klamrą łączącą pewien etap. Moim własnym symbolem potwierdzającym nieśmiertelność trancu.

2017-12-07T17:27:38+00:00
%d bloggers like this: