Taksówkarze vs Uber to prawdziwy zamach na wolność człowieka. Konflikt, w którym pomijana jest najważniejsza grupa.


Protesty osób działających w obszarze transportu indywidualnego to nic nowego. Tym bardziej w Polsce. W 2003 roku taksówkarze protestowali przeciwko przymusowemu wprowadzaniu kas fiskalnych do ich pojazdów. Dobrze wiedzieli, że pod przykrywką ochrony konsumenta kryje się dokładnie coś odwrotnego, co spowoduje zmniejszenie ich zarobków. Wszak dodatkowy podatek, który odtąd musieli zapłacić, albo przerzucą na klienta, albo odejmą od swojego wynagrodzenia. Oczywiście aparat państwowy znalazł wtedy po prostu kolejny sposób na dobranie się do pieniędzy obywateli poprzez klasyczne wtrącanie się między klienta a usługodawcę.

Ten protest był rozsądny. Postulował sprzeciw wobec utraty wolności oraz ingerencji państwa w prywatne sprawy ludzi. Siła przebicia była jednak za mała.

Od tamtych wydarzeń minęło kilkanaście lat. Taki okres wystarczył, by ci sami taksówkarze poddali się propagandzie i manipulacji.

Teraz są po drugiej, ciemnej stronie mocy. I już zapomnieli, że najważniejszy w gospodarce jest klient, czyli każdy z nas. Ten klient, jak się okazuje, czasem wybiera jazdę Uberem. To jego świadoma decyzja i nikt nie ma prawa się w to wtrącać.

Swoją drogą zastanawiam się, gdzie podziali się teraz wszyscy obrońcy wolności? Co stało się z tymi, którzy krzyczeli moje ciało – moja sprawa. Bo właśnie w tym momencie korporacje taksówkarskie chcą wymóc na państwie ograniczenie wolności Polaków.

Tych, którzy wybierają, by ich ciało posadzone zostało na siedzeniu samochodu Ubera. Wspomnę jeszcze tylko, że aborcja może dotyczyć 0,0002 kobiet, a z usług przewozowych korzystał każdy.

Oczywiście, rozumiem też taksówkarzy. Aby prowadzić swoją działalność, muszą spełnić mnóstwo wymogów i zdobyć kilka pozwoleń. Wszystko to oczywiście kosztuje, co oznacza, że są po prostu regularnie okradani. Mają prawo czuć się pokrzywdzeni, jeśli inni tego typu warunków nie muszą respektować.

Ale świństwem i bezmyślnością jest domaganie się okradania konkurencji w imię sprawiedliwości.

Zamiast tego, wystarczy podać Ubera jako przykład możliwości sprawnego działania bez bzdurnych papierków.

Korporacje taksówkarskie mogą oczywiście próbować przekonać klienta takimi argumentami:

  • jedziesz z kierowcą, który prawo jazdy posiada od kilku lat

  • zna topografię miasta i jeździ najkrótszą lub najszybszą możliwą trasą (chyba, że wyczuje w tobie mieszkańca innego miasta – ale co sobie przez szybę pooglądasz, to twoje)

  • samochód poddawany jest regularnym przeglądom i crash testom – co miesiąc poświęcamy 3 losowo wybrane samochody naszych pracowników

  • masz gwarancję, że kierowca nie anuluje kursu

  • oraz tego, że jest miłym, oczytanym człowiekiem o szerokich horyzontach, który nie leczy kompleksów na zapierdziałym siedzeniu swojego Passerati.

I za to właśnie, drogi kliencie, dopłacasz różnicę w cenie.

Taksówkarz może równie dobrze zgolić wąs, wyrzucić kamizelkę na ryby, umyć samochód i przejść do Ubera. Może, po prostu. A klient może mieć wybór. Opcję droższą pełną bezpieczeństwa, albo narażanie się na jazdę z psychopatą kryjącym się za zdjęciem w aplikacji.

Jeśli klient ma gdzieś referencje kierowcy i świadomie wybiera ryzyko jazdy z Uberem, nikt nie ma prawa mu tego zabronić.

Swoja drogą, pytanie do korzystających z Ubera. Czy ktoś z was podejrzewał, że w Polsce będzie można jeżdzić z uśmiechniętym, normalnym kierowcą? Bez dziwnej atmosfery i wąchania bukietu złożonego z wykluczających się zapachów odświeżaczy powietrza maskujących rzadką higienę tapicerki?

 

O co tak naprawdę chodzi taksówkarzom?

 

Taksówkarze dobrze również wiedzą, że rynek im ucieka. Przez tyle lat byli oporni na innowacje i technikę, bo tak było łatwiej. Ktoś jednak wymyślił sposób na wygodne podróżowanie na miarę XXI wieku. Aby pozostać konkurencyjnym, trzeba byłoby pomyśleć o podobnych rozwiązaniach. Nauczyć się czegoś nowego, być miłym i usłużnym, ale to trudniejsze. Łatwiej jest się zbuntować i sztucznie próbować zahamować rozwój w tym obszarze.

Warto również przypomnieć oczywistą rzecz, o której zapominają roszczeniowi kierowcy. Usługi przewozowe nie istnieją po to, by zawodowi kierowcy mieli pracę. Tylko dlatego, że klienci chcą i potrzebują jeździć. To oni są jedynymi, którzy powinni decydować, z kim.

Jak się okazuje, w Polsce można przemieszczać się w ten sposób bezpiecznie, tanio, sprawnie i bez poczucia żenady. Co najlepsze, interwencja państwa w formie przepisów czy podatków nie tylko nie jest potrzebna, lecz zupełnie zbędna. A to tylko uświadamia, w ilu obszarach wmówiono ludziom konieczność bycia niewolnikiem, jako jedynego pewnego rozwiązania.

2017-06-06T20:11:50+00:00
%d bloggers like this: