Ślub albo nie lub. Nie wierzę w ślub bez ślubu wiary.

W każdym związku trwającym dłużej, niż 2 miesiące, pojawia się temat ślubu. 2 lata regularnego godzenia się sprawiają, że pojawia się coraz częściej. I choć każdy mężczyzna podświadomie się tego spodziewa, to jednak zwykle jest to szok. Ten ogarniający i paraliżujący strach przed koniecznością podjęcia poważnego kroku, by utrzymać coś, co do tej pory było oczywistością. Każdy zna to uczucie, bo zawsze jest tak samo silne, pomimo różnej skali. Jak w liceum, że trzeba będzie iść do pracy. W podstawówce, że trzeba sobie przygotować śniadanie. Czy na studiach, że trzeba osobiście brać udział w poszukiwaniu drugiej skarpetki. Odsuwane w życiu etapy jednak zaskakują, gdy już się pojawią.

Od wielu osób słyszę ostatnio taką modną deklarację, że oto oni – państwo młodzi – postawili się całemu światu i wzięli tylko ślub cywilny. Czują się z tym tak bardzo dobrze, tak wyzwoleni i tak pewni siebie. Jakby przeciwko nim występował Putin, Kim Dzong Un i premier, któremu się nie odmawia. A przecież to sprawa całkowicie normalna. W czasach wolności wyznania nie przysięga się nic przed bogiem, w którego się nie wierzy. Nie żyjemy w czasach, gdzie proboszcz z wikarym zaglądają ludziom pod kołderki, a później kładą się pod wspólną. Już dawno kościół usunął się w cień życia społecznego na poziomie lokalnym i poucza tylko tych, którzy pouczeni chcą być. A i żaden Janusz nie będzie ganiał niepobłogosławionego zięcia z maczetą po polu sąsiada. Chyba, że w Krakowie.

Ślub cywilny to taki nowoczesny twór stworzony dla tych, którzy mienią się niewiernymi, ale w coś wierzyć muszą. Poza tym, że to całkiem naturalny odruch, reszta jest całkowicie bez sensu. Sens zaślubin jest zachowany, gdy dwoje ludzi świadomych swojej ułomności, przysięga przed instytucją wyższą (którą oboje uznają za nieomylną i zawsze sprawiedliwą), że chcą być ze sobą na 4ever i wpaść na oryginalny pomysł wytatuowania swoich imion. Czyli cokolwiek Mati odpierdoli, musisz mu wybaczyć ostatecznie tylko z tego powodu, że obiecałaś tak komuś innemu. Komuś mającemu wpływ na twoje dalsze, wieczne życie w raju.*

Przysięganie tego samego przed urzędasem jest już tego sensu pozbawione. No i niech mi ktoś powie, że chodzi o biurokrację, kredyty itp. to dostanie w papę. Bo w takim razie żadna miłość nim nie kieruje, a interes jedynie. Czyli ślubu udziela pani, która zaraz po pracy sama idzie do domu i pierze męża, bo wypił jej cały browar. Dodatkowo, gdy okaże się, że nowy mąż po kilku latach zarabia mniej, przychodzi moment na rozwód. Cóż to jest za kolejna groteska, kiedy dwoje dojrzałych ludzi tłumaczy się przed innym (często młodszym) dlaczego już ze sobą nie sypiają i kiedy to się wypaliło. Najpierw jeszcze oczywiście trzeba dać zarobić terapeucie. Ale po wszystkim – wolność, czyli poszukiwania nowego sponsora c.d.

I nadal uważacie, że to księża chcą zaglądać innym do łóżek?

Ten bohaterski wyczyn okazuje się jedynym momentem, w którym wielu korposzczurów choć na chwilę ma iluzję panowania nad swoim życiem. Ma przecież to wspomnienie, że kiedyś się bohatersko postawił i już tego powodu nikt nie ma prawa nazwać go mięczakiem. Po szybkiej wycieczce na Kanary wraca oczywiście do swojego biurka, a po serdecznych gratulacjach i uściskach od menadżera zbiera od niego tradycyjne zjebki. I wtedy, po kilku takich tygodniach, sponiewierany przez wszystkich i wszystko, zjebany życiem i zmęczeniem w wyścigu, którego nigdy nie wygra i w którym mety nie zobaczy, przypomina sobie ten moment decyzji. Ale wtedy byłem hiro! Cywilny tylko! Ha!.

 

W życiu nie należy się spieszyć, a ważne decyzje trzeba podejmować stanowczo i z poczuciem sensu. Jeśli nie jesteś przekonany do usługi czy produktu, nie kupuj. Ale nigdy nie szukaj zamienników, bo sam zostaniesz podróbką człowieka.

*(w fabryce Nutelli).

2017-06-29T13:52:59+00:00
%d bloggers like this: