Robert Lewandowski – niewolnik swojego profesjonalizmu. Dlaczego Bayern powinien siedzieć cicho i pozwolić mu odejść?

Bliżej niż dalej. Tak oceniam szanse transferu Roberta Lewandowskiego do Realu Madryt. Tak czuję. Tak tłumaczy mi mój nos, czy też instynkt. Nie działacza czy dziennikarza, a wieloletniego obserwatora świata piłki nożnej. Jest duże prawdopodobieństwo, że na podobnym etapie jest teraz sam zainteresowany. Podjął świadomą, męską decyzję o zmianie klubu. Czeka na obrót wydarzeń, bo jednak nie wszystko jest od niego zależne. Chce przejść do Realu i co do tego nie ma wątpliwości. Wynajął lepszego agenta i oczekuje załatwienia dealu. Sam nie wie, czy transfer dojdzie do skutku, ale przynajmniej zmaksymalizował szanse. Ale jedno wiadomo już na pewno. Nie powinien ani chwili dać się nabrać Bayernowi na sztuczki z wymachiwaniem kontraktem i szantażowaniem jego długością.

Umowa to świętość. Spisana czy ustna. Ostatnimi czasy rzeczywiście traci na wartości, tak jak i same wartości zatracają się u ludzi. Na wszystko już przecież wymyślono receptę. Na przysięgi ślubne – rozwody, na zobowiązania kontraktowe – protesty, na niechęć do pracy – komunizm itd. Temat oczywiście dotyczy również piłkarzy. Mamy przykład Ousmane Dembélé, który wystrajkował sobie transfer do Barcy (swoją drogą ciekawi mnie, czy kibice Blaugrany chcieliby, aby kiedykolwiek piłkarz ich klubu tak się zachował. No ale wiadomo, Més que un club zobowiązuje). Ale mamy też przykłady pozytywne. Postawę Roberta Lewandowskiego. Tego Roberta sprzed transferu do Bayernu z Borussii Dortmund. Wtedy Polak pokazał klasę i choć był namawiany do gry w Realu, pozostał wierny umowie między nim a klubem z Bawarii.

Wkurza mnie i irytuje postawa władz Bayernu i ich bezczelne wskazywanie na długość kontraktu. Wyobraźmy sobie to wszystko z drugiej strony.

W alternatywnej rzeczywistości Robert Lewandowski przechodzi do Bayernu i pierwszy sezon ma świetny. Kilkadziesiąt bramek, asysty. Nietrudno sobie to wyobrazić. Bayern przedłuża kontrakt do 2020 roku. A w kolejnym sezonie? Lewy strzela 6 bramek, ma 3 asysty… Czy po tym Bayern miałby jakiekolwiek skrupuły, żeby naciskać na skrócenie umowy, wypożyczenie czy transfer do słabszego klubu? To pytanie retoryczne. Wtedy uznaliby, że kontrakt jest ważny, ale zmieniły się okoliczności. Tak samo, jak zmieniły się teraz dla Roberta.

Lewandowski stał się więźniem swojej lojalności, kultury, stylu bycia – czyli swojego profesjonalizmu. Być może nie powinien był wahać się kilka sezonów temu.

Nie czuć się zobowiązanym ustną deklaracją i śmiało przeprowadzać się do białej części Madrytu. Ktoś z Bayernu by pokrzyczał, jakiś Niemiec pogroziłby palcem. Świat by o tym zapomniał, a Lewy być może miałby już dwa zwycięstwa w Lidze Mistrzów na koncie. Przyszedł do Bayernu właśnie po to. Nie dlatego, że kocha ten klub. Nigdy nie całował herbu Bayernu. Miał nadzieję, że z bawarczykami wygra Ligę Mistrzów. Nie zapewnili mu tego, więc ma prawo odejść.

Robert Lewandowski

Piłkarski kontrakt to umowa specyficzna. Oprócz zapisów o długości i wysokości honorarium, o współpracy decyduje wiele niespisanych niuansów. Obie strony może np. łączyć wspólny interes, czyli wygranie Ligi Mistzów właśnie. Jednak aktywna w dążeniu do celu nie może być tylko jedna strona. Bayern wygrał LM przed transferem Lewego i się tym zadowolił. Dla wielu piłkarzy z tamtego okresu to był szczyt kariery. Trzeba było się ich pozbyć jak najszybciej. Robben czy Ribery stali się wtedy nasyceni i choćby nie wiem jakimi profesjonalistami byli, to podświadomy brak głodu zwycięstwa nie pozwolił im na powtórzenie tego wyczynu. To zjawisko widoczne nawet u młodszych zawodników, którzy wcześnie osiągnęli bardzo wiele (patrz Real Madryt, nomen omen).

Robert Lewandowski Bild

Może nie wszyscy pamiętają, ale w Niemczech nie od razu obdarzyli Lewego szacunkiem. Na początku był dla nich obiektem drwin, kawałów (Lewandoofski itd.). Traktowali go z niemiecką manierą – jak polaczka na robocie.

Po latach zmieniło się niewiele. Niewolnika zza wschodniej granicy zaczęli traktować po prostu bardziej ekskluzywnie. Nie wyzbyli się jednak poczucia wyższości i panowania nad jego życiem i karierą.

Dlatego teraz Bayern Monachium powinien schować grożący paluszek do własnej dziurki i podziękować za to, co Robert dla nich zrobił. Przeprosić za brak wsparcia w tym czasie (np. w postaci odpowiednich transferów) i zmienić retorykę. W przeciwnym razie skończą jak Borussia Dortmund po stracie Dembélé.

2018-05-01T01:19:18+00:00
%d bloggers like this: