Nie ufaj oczywistościom

Trzeci punkt widzenia

Mizofonia – jak z nią żyć i nie zostać mordercą?

Mizofonia – jak z nią żyć i nie zostać mordercą?

Mlaskanie, siorbanie, przeżuwanie, przełykanie, chrząkanie, oblizywanie i pociągnie nosem. Od tych dźwięków dostaję mdłości, dreszczy, a to co akurat trzymam w dłoni, ulega zmiażdżeniu. Kiedyś myślałem, że to ze mną jest coś nie tak. Unikałem wspólnego jedzenia, zwłaszcza w sytuacjach, gdzie dookoła konsumujących panuje cisza. Zastanawiałem się, kto jest bardziej walnięty. Ci wszyscy ludzie, którzy nie potrafią wytrzymać 10 sekund bez wydawania dźwięku czy ja, ze swoją dziwną przypadłością. Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że nie jestem sam. Tak, jak coraz więcej ludzi, cierpię bowiem na mizofonię – czyli krótko mówiąc, nadwrażliwość na dźwięki wydawane przez innych ludzi. Żeby było jasne, one nie ograniczają się do tych podanych na samym początku. To także odgłos jedzenia jabłka, chrupania czipsami, głośnego kichania, płacz dziecka, dzwonienie łyżeczką podczas mieszania, cmokanie, sapanie, wzdychanie, pogwizdywanie, drapanie, chrapanie, skubanie czy … całowanie.

Mizofonia to nazwa pochodzenia greckiego. Misos – nienawiść, phone – dźwięk. I dość dobrze tłumaczy całą reakcję. Po usłyszeniu wspomnianych dźwięków czuję, jak wzrasta we mnie poziom agresji. Nie będę rozpisywał się o tej dysfunkcji, bo każdy z was ma google gdzieś na chacie. Ten post jest o tym, jak radzić sobie z nieuleczalnym schorzeniem, które niepoddane kontroli może uczynić z ciebie seryjnego mordercę wszystkich jedzących osób znajdujących się w promieniu 10 metrów. Zatem:

Po pierwsze.

Unikaj ludzi, dla których jedzenie jest najważniejszym tematem w życiu.

Tak, w sumie najchętniej zakończyłbym tę radę na dwóch pierwszych słowach, ale to niewykonalne. Obecność niektórych osób jest mi potrzebna, bo nie zawsze mam ochotę wszystko robić sam. Z pewnością jednak warto unikać ludzi, dla których motywem przewodnim każdego dnia jest jedzenie. Znasz takich! Ledwo zjedzą śniadanie, już zaczyna się temat menu na obiad. Umówisz się z takimi na mecz, od razu pada pytanie, co zamawiamy do żarcia. Pójdziesz z takimi na imprezę, zaraz szukają jakiegoś śmierdzącego kebaba. Na widok byle jakiej budki z obleśnymi goframi zacierają ręce, a festiwal foodtrucków to dla nich Disneyland. Jedzenie, wpieprzanie, wyżerka. Ciągłe myślenie o żarciu, bo to jedyna ich przyjemność z każdego dnia. Patrząc na to, co ładują na talerz, często mocno wątpliwa. Ludzie, którzy najchętniej urodziliby się świniami i chrząkali z zadowoloną mordą przy utytłanym korytku, oczywiście uzupełnianym na bieżąco. A chlejcie i żryjcie sobie ile dacie radę, byle z daleka od normalnych ludzi! Brrr!

Protip: jak rozpoznać takiego osobnika? Najczęściej wszelkie danie określa mianem szamki.

Po drugie.

Unikaj wspólnego jedzenia, na ile to możliwe.

Są sytuacje, w których zjeść wspólnie musisz. Staraj się wtedy zadbać o dodatkowe źródło dźwięków, które jeśli nie zagłuszy, to chociaż będzie stanowić wyraźne tło dla mlaskającej gawiedzi. Jeśli będziesz miał możliwość wybrać interesujący cię program w tv, to super, bo tym łatwiej będzie odciągnąć twoją uwagę. Jeśli nie, idź na kompromis. Włącz to, czego chce tłum. Weź trzy oddechy, wyprostuj się i oprzyj spokojnie. Ja wiem, nie zawsze jest łatwo. Ale uwierz mi, że choć wydaje się to niemożliwe, lepiej posłuchać śpiewu Adele, niż mieć przed oczami wyobraźni przeżuwanego mielonego uklejonego jakimś chujowym kompotem. Widzisz to? Przeszły ci dreszcze? Lepiej już? To idziemy dalej.

Po trzecie.

Nie kupuj hałaśliwego jedzenia.

Wielu ludzi jest niereformowalnych i na nich niestety nie ma rady. Jeśli ktoś je jak knur, a przy tym jest osobnikiem dorosłym, jakiekolwiek próby oduczania i jego cywilizowania są skazane na porażkę. Oni i tak potrafią mlaskać wodą i siorbać kapustą, wiec daj sobie spokój. Ale jeśli dobór menu zależy od ciebie, zawsze można nieco zniwelować ich wiejskie nawyki poprzez selekcję składników. Zamiast chrupek, weź przekąski miękkie, np. żelki. Zamiast napojów słodkich i gazowanych, wybierz te na bazie wody lub ją samą. A najlepiej wybierz jedzenie niedobre albo takie, które nie smakuje towarzystwu i wmów im, że innego nie było. Ale nie łudź się, że dobrym wyborem będą paluszki! Nikt ich nie lubi, ale każdy je wpierdziela. To zdecydowanie zły pomysł. Wybieraj po prostu taką żywność, która nie wzbudza emocji, nie jest sexy i służy tylko uzupełnieniu kalorii.

Po czwarte.

Nie zwracaj uwagi delikwentowi.

Nigdy, ale to przenigdy nie słuchaj psychologów, który każą obgadać każdy problem czy zwracać innym uwagę na swoje potrzeby. To nie ma najmniejszego sensu. Jeśli się na to pokusisz, są tylko dwie możliwe reakcje. Najpopularniejsza jest taka, że osoby obdarzone uprzejmą prośbą od tej chwili złośliwie będą wydawać z siebie wszystkie dźwięki dwa lub dwadzieścia razy głośniej. I to jest standard. Druga grupa to ci, którzy przy deklaracji o uwzględnieniu twoich uwag, będą robić to tak samo jak pierwsza grupa, tyle, że nieświadomie. A na sam koniec wszyscy będą od tej chwili patrzeć na ciebie, jak na Russella Crowe w Pięknym Umyśle. Serio, zostaw ich w spokoju.

Po piąte.

Ciesz się swoim geniuszem.

Jak często bywa w naturze, to, co jest przekleństwem, ma swoje pozytywne aspekty. Zapewne nieraz zauważyłeś, że zupełnie inaczej reagujesz np. na muzykę. Podczas gdy inni bujają się w rytm uderzania pałką w perkusję, niczym ostatnie prymitywy, ty słyszysz i czujesz głębię basu. Gdy inni nucą jakiś banalny tekst upubliczniając swój szkorbut i braki w uzębieniu, ty słyszysz delikatne chórki. Gdy wszyscy czekają na refren lub breakdown, ty wiesz, że najlepsze momenty są gdzieś indziej. Więc żyj ze świadomością, że wielcy kompozytorzy i producenci tworzą dla takich jak ty. Na pozostałych jedynie zarabiają.

Dajcie znać, ilu nas jest i jakie wy macie sposoby na neandertali żyjących wśród nas.


%d bloggers like this: