Korzyści z powrotów producentów do trance. Zamiast hejtować, przygotuj się na bogactwo.

Wielu z nas pamięta czasy, kiedy trance był najpopularniejszym gatunkiem muzyki elektronicznej  W line-upach najlepszych festiwali i eventów nikt nie oczekiwał z nadzieją na dwóch czy trzech producentów gatunku. Dominacja trancu była naturalna i oczywista. A ona bardzo korzystnie wpływała na jego rozwój. Powstało wtedy wiele nieśmiertelnych utworów czy nawet albumów. I część z nas, która miała okazję wtedy w tym świecie uczestniczyć, nawet nie zdawała sobie sprawy, w jakich złotych czasach żyjemy.

Wielu artystów po latach tworzenia trancu zniknęło albo zaczęło zmieniać styl. Niektórzy stali się prekursorami nowych, niektórzy po prostu zaczęli tworzyć pod publiczkę. Koronnym przykładem jest Tiesto, ale gagatków działających w ten sposób jest oczywiście więcej. David Guetta, Sander Van Doorn, Armin Van Buuren, W&W…

Nastąpiła jednak odwilż, co zaowocowało zapowiedziami i deklaracjami powrotu do tworzenia pod trancowymi aliasami (Sander Van Doorn, W&W) i przekomarzaniem się na ten temat z fanami (Tiesto). Spotyka się to często z ogromną falą hejtu nie tylko ze strony fanów trancu, ale również ze strony wiernych gatunkowi producentów. Zarzucają im nawet nieuczciwość czy zdradę. Powrót do tworzenia muzyki ambitnej według nich powinien karany być z urzędu. O co w tym chodzi? Dlaczego ich tak to boli?

Odpowiedzią jest brak zrozumienia motywacji drugiej strony i kompleksy.

Są na tym świecie producenci, którzy od początku mają i mieli jeden cel – tworzyć i grać dla jak największej publiczności. Tak, są na tym świecie ludzie, którzy muzykę traktują jak biznes. Nie chcą być całe życie tylko ambitni i wierni, a zarabiać pieniądze. Dlatego kiedyś naturalnym ich wyborem było tworzenie trance. Być może teraz wracają do niego z tego samego powodu – bo zyskuje on z powrotem dużą popularność.

Często też spotykam się z opinią, że ktoś wcześniej tworzący trance zdradził go. Zdrada to w ogóle najczęstszy zarzut wobec tych, którzy na czymkolwiek zaczynają zarabiać większe pieniądze. Producent zdradziłby gatunek, gdyby deklarował, że jest jego jedyną miłością, kocha go bardziej niż matkę i na zawsze będzie jej wierny. A oni byli wierni czemuś innemu – idei tworzenia dla większości, nie dla rozwijania gatunku.

Wracając do poprzedniej tezy, można się zastanawiać – wracają, bo zatęsknili za ambitniejszymi produkcjami czy z powodu wzrastającej popularności i mody. I tu rozważania należy zakończyć. Roztrząsanie tego to zwykła strata czasu.

Przecież z takich powrotów, obojętnie z jakiej motywacji, wynikają same korzyści. Choćby pierwsza, najważniejsza, że jak każda konkurencja podniesie to poziom gatunku. A co może być lepszego dla trancera, słuchacza, evenciarza niż wysyp świetnych utworów, a co za tym idzie więcej eventów, spotkań, albumów itd. Jako konsument trancu jestem jak najbardziej za. Za tym, by trance tworzyło jak najwięcej osób – ci którzy już tworzyli; ci, którzy nie tworzyli a zaczynają; kończą, są w trakcie, woleli disco polo, metal rock i Justina Biebera. Nie obchodzi mnie to. Nie dbam o to. Wszystkich ich przyjmuję z otwartymi uszami i słucham, co mają do zaprezentowania.

Druga korzyść, to pojawienie się nowych artystów. Jest tak wiele nieznanych nazwisk, które wręcz czekają na możliwość zaprezentowania swoich utworów. Dlaczego nie chcesz dać im szansy? Każdy przyzwyczaja się do nazwisk, marek i nie ma w tym nic dziwnego. Pamiętaj jednak, że to może spotkać także ciebie, obojętnie w jakim zawodzie czy branży tworzysz. Ktoś może cię odrzucić tylko dlatego, że ma swoje przyzwyczajenia.

Niektórzy tworzyli coś innego, by być bardziej popularnym. Niektórzy po to, by zarobić więcej kasy. Niektórzy z jednego i drugiego powodu. To wszystko prawda, nie ma jednak absolutnie żadnego zagrożenia z tego powodu, że chcą wrócić. Jeśli nadal się wahasz, mam ostatnią radę. Otwórz uszy na muzykę, zamknij oczy na nazwiska. To pomoże dokonać ci ostatecznego wyboru.

Nie bądź trancowymi hejterem, który zamiast doceniać muzykę, traci czas na rozliczanie muzyków.

Pozbawionym sensu jest zaglądanie producentom w teczki. Nie wolno robić z muzyki polityki. Szkoda czasu. Jest jeszcze tyle utworów do wysłuchania.

2017-04-10T17:59:28+00:00
%d bloggers like this: