Francesco Totti. Jak w ograniczeniach znaleźć bogactwo?

Totti. W swoim kibicowskim życiu byłem świadkiem wielu pożegnań piłkarzy lub z piłkarzami. Nie każdy przecież miał na koniec przygody z klubem taką fetę. Niewiele ich jednak dzisiaj pamiętam. Są takie nazwiska, które siedzą gdzieś z tyłu mojej głowy. To ci, którzy kiedyś byli na świeczniku, ale zupełnie nagle zniknęli. Zapadali się pod ziemię, przestali być obecni w świadomości kibiców tak zupełnie naturalnie, z dnia na dzień. Często przypominają mi się w czasie meczu, kiedy wspominam też historię oglądanej drużyny. Odruchowo zwykle sięgam po telefon i szybko sprawdzam, co się z nimi dzieje lub stało. Czasem okazuje się, że jeszcze gdzieś grają. Na dalekim wschodzie albo zachodzie, za oceanem i przed oceanem – czyli we wszystkich tych miejscach, gdzie biega się nie po zielonej trawie, a walucie. Najczęściej trafiam jednak na zdawkową informację w stylu W dniu X.X.X (z powodu X – opcjonalnie) zakończył piłkarską karierę. I tyle. Tylko tyle. Nagle jedna decyzja, spowodowana np. dramatem wciąż powracającej kontuzji, wpływa na dalsze losy człowieka. Ty sprawdzasz, widzisz „skończył kariere” i już.  Wracamy do meczu.

Totti jak pamiętnik.

Publiczne podsumowania, benefisy nie są przeprowadzane dla tego, który odchodzi. Gdyby tak było, wszystko odbywały by się w zamkniętym gronie, a do ludzi docierałaby krótka informacja – już nie śpiewa. Wszystkie huczne pożegnania, szczególnie te transmitowane w mediach i docierające do mas, wzbudzają nostalgię. Ale nie służą podsumowaniu życia bohatera, ale naszego. Przypominają o tym wszystkim, co MY robiliśmy w ciągu jego kariery. Jaki wpływ jego działalność miała wpływ na NAS. Czego nam zabrakło, żebyśmy MY byli jak on, a co MAMY w zamian. Takie też było pożegnanie Francesco Tottiego. Tysiące ludzi na stadionie, poza nim, przed telewizorami żegnało swojego bohatera. Choć tak naprawdę nie jest to pożegnanie do końca smutne, bo przecież bohater nie umiera. Za chwilę będą go mieli w innej roli. Może nawet bardziej dostępnego, bardziej ludzkiego.

Łzy kibiców nie były spowodowane myślami o tym, że nie będzie już biegał po boisku. Ludzka pamięć szybko pozwoli przywyknąć do Romy bez Tottiego.

Nawet dla najzagorzalszych kibiców będzie to proces naturalny. Tak, jak naturalny jest brak Raula W Realu, Giggsa w Manchesterze, Maldiniego w Milanie, Zanettiego w Interze, a za chwilę Lahma w Bayernie. Kibice po meczu z Genoą płakali, bo wróciły wszystkie ICH emocje i wspomnienia związane z Tottim. Te, które dostarczał osobiście np. golami i te przy których po prostu był obecny, jako kapitan zespołu.

 

Jednak piłkarskie życie Tottiego jest całkowicie oryginalne i być może już niepowtarzalne. Całe życie w Romie, kuszenie przez inne kluby, myśli o rezygnacji itd. Kariera Tottiego jest po prostu jak małżeństwo. Ale jak udane, konserwatywne i mądrze prowadzone małżeństwo. Totti wybrał piękny klub, tak jak chłopak wybiera sobie piękną dziewczynę. Po krótkiej przygodzie w juniorach zdecydował się na ślub. Jego kariera nabierała tempa. Przynosiła splendor, pieniądze i sławę.

Zaczęły się wokół niego kręcić inne. Kusiły go. Być może czasem wydawały się bardziej seksi.

Wabiły modnymi strojami, pucharami, jak niezapomnianymi erotycznymi przygodami. Dawały obietnicę dołączenia do najznakomitszej śmietanki towarzyskiej. Francesco to prosty człowiek. sam się do tego często przyznawał. Oparł się temu wszystkiemu, czasem pewnie ufając bardziej intuicji, niż zdrowemu rozsądkowi. Pozostał wierny klubowi jak kobiecie, w której się zakochał z wzajemnością. Wystarczyło czasem zachować zimną głowę, co nie jest łatwe w takiej sytuacji. Został, bo wolał nie niszczyć i kontynuować to, co zaczął, niż próbować czegoś nieznanego. Wychował dzieci, bo przecież rzesza młodych piłkarzy grała u jego boku. Dla klubu był jak ojciec, głowa rodziny (pojęcie tak rzadkie w równościowym i partnerskim społeczeństwie). Z Familią był na dobre i na złe. Chronił ją, kiedy była w niebezpieczeństwie. Wystawiał się na pierwszy ogień, gdy przychodziła krytyka, stawał na końcu, gdy rozdawali medale. Szedł na wojnę, gdy wymagała tego ojczyzna. Aż przyszedł zasłużony dzień odpoczynku. Piłkarskiej emerytury.

Czy doczekamy się jeszcze takiego piłkarza? Wszystko zależy od tego, czy doczekamy się takiego człowieka. Kogoś, kto czuje, że mając mniej nagród, może mieć więcej szacunku. Kogoś, kto w ograniczeniach widzi bogactwo.

Z pewnością nie jest to najpopularniejsza postawa w obecnych realiach, ale może piękno polega głównie na unikalności…

Wielu mówi też, że Totti jest wzorem dla młodych piłkarzy. Ale wątpię, żeby ktoś z ich grona poszedł w jego ślady. Można być czyimś fanem, ale uznać kogoś za wzór wymaga większej deklaracji. To zobowiązanie do naśladowania, a nie jedynie pokazywanie uwielbienia. W czasach, gdy Real kupuje 16latka za 45 milionów euro, który zagra u nich za dwa lata, szansa na taką postawę jest minimalna. Będą oczywiście piłkarze, którzy spędzą większość lub całą swoją karierę w jednym miejscu, ale dlatego, że nie będą na tyle wybitni, by dostać oferty od silniejszych klubów. Może więc przyszedł czas, by zdać sobie sprawę z piłkarskiej historii, której byliśmy świadkami.

Bez chwalenia się setkami innych. Bez popisywania się dorobkiem. Bez szukania uznania wśród obcych. Bez opuszczania rodziny w poszukiwaniu przygód. Z poświęceniem dla bliskich. Z poczuciem misji i spełnienia.

Nigdy nie dowie się, co stracił, ale ma świadomość, że to co zyskał ma nieporównywalnie większą wartość.

Tak kończy prawdziwy piłkarz. Il Capitano Francesco Totti.

2017-06-09T11:21:01+00:00
%d bloggers like this: