Electrocity Festival „Ostatni Rozdział” 2017. Mam nadzieję, że to jedno wielkie oszustwo.

Czas na podsumowanie legendarnej imprezy. Najpierw krótko o jej podstawowych elementach:

Muzyka

Znakomitą większość czasu spędziłem na scenie trancowej – RUN TO THE SUN, więc o niej mogę napisać najwięcej. Każdy, kto był zaznajomiony z line-upem, nie mógł być zawiedziony. Alex M.O.R.P.H., Jordan Suckley czy Paul Van Dyk – każdy z nich zagrał po prostu w swoim stylu. Alex umiejętnie rozruszał towarzystwo i widać było, że kipiał energią. Jordan jak zwykle podkręcił tempo, więc nie do końca skoszona trawa przestała natychmiast być problemem. PVD zagrał jak trancowy konserwatysta, co oczwiście jest komplementem. Reszta również wszyscy na plus.

Scena w kościele, FLY WITH ME – zawsze robi wrażenie. Choć nigdy nie byłem fanem prezentowanego tam gatunku, powoli zaczynam go rozumieć. Zwłaszcza w takich miejscach, z taką publiką.

Scena GATE TO HELL – już w 1823 roku klasztor został zaadaptowany na szpital dla umysłowo chorych pacjentów, wtedy jednak tylko tych z rodzin arystokratycznych.

Scena ELECTROCITY – tu zajrzałem jedynie na koniec. Faktycznie, w porównaniu z poprzednimi latami bieda.

 

* wszystkie zdjęcia wykonane przez https://www.instagram.com/mr_zygmunt/

Alkohol

Jak to alkohol imprezowy. Mam wrażenie, że stoiska z piwem klasztornymi piwnicami połączone były z pobliskimi przenośnymi toaletami. Przynajmniej obsługa miła i estetyczna.

Nagłośnienie i wizualizacje

Zestawiam to razem, jako ogólne wrażenie obcowania z muzyką. Było po prostu w porządku. Poszczególne utwory dało się odróżnić, a bas nie kruszył cegieł na śpiących mnichów. Podejrzewam, że zapewnienie dobrej akustyki na zewnątrz to zawsze o wiele większe wyzwanie, niż zrobienie tego w środku.

Pożegnanie

Mieliśmy już w historii eventów imprezowe marki, które znikały, znikały i wracały czy najprostszym zabiegeiem marketingowym, przeistaczały się w nowe. I każdy z nich był wyjątkowy, wiec wolę tego określenia unikać. Kiedy myślę o Electrocity Festival, przychodzi mi na myśl jedno słowo: unikalny. Nie był takim ze względu na muzykę, bo podobne sety można było usłyszeć na innych festiwalach. Nie był unikalny ze względu na line-upy, bo nie przypominam sobie artysty, który w Polsce wystąpiłby jedynie w Lubiążu (choć Mr. X z pewnością nabił sobie tam statystyki). Nie był też ze względu na oprawę, bo choć często była imponująca, to na poziomie spotykanym również gdzieś indziej. Unikalność EF to oczywiście przede wszystkim miejsce, czyli Klasztor Lubiąż (a dokładnie Opactwo Cystersów w Lubiążu). Można wydawać miliony na wielkie sceny, czy nadawać poszczególnym edycjom tematykę. Jednak w Lubiążu to historia tego miejsca, bliskość klasztornych murów tworzyła niepowtarzalny w żadnym innym miejscu klimat. Połączenie muzyki elektronicznej i zabytkowych budowli budziło zawsze takie natężenie emocji, którego nie wywołałaby jedynie najlepsza muzyka z najlepszego nagłośnienia. Scena w kościele, choć nie jest to mój ulubiony gatunek, była tego kwintesencją.

Ostatnia edycja Electrocity Festival rzeczywiście była biedniejsza, niż chociażby ta z 2014 roku. Ale tego wyżalania się na zaistniałą sytuację i rozczeniowej postawy wiernych klubowiczów nie rozumiem. Chyba zostali zbyt rozpieszczeni poprzednimi imprezami. Wielu uważa, że te sto kilka złotych to za dużo, jak na tegoroczne warunki. Prawda jest taka, że to właśnie na wcześniejszych edycjach dostali wiele za darmo. Głównie ze względu na spore zainteresowanie sponsorów, którzy dokładając się do imprezy mogli zapewnić dodatkowe atrakcje. W tym roku było ono sporo mniejsze, bo jednak pożegnanie nie ma już takiego marketingowego potencjału.

Electrocity to impreza niezwykle stylowa, za którą już tęsknię. Dlatego chyba pierwszy raz w życiu chciałbym zostać oszukany. Chciałbym nabrać się jak dziecko na chwyt marketingowy o zakończeniu Electrocity Festival. Chciałbym, żeby wrócił za rok, dwa, nawet pięć. W międzyczasie zajmę się w życiu czymś poważnym. Ale wiem, że są pewne emocje i wrażenia, których nie doświadczymy w żadnym innym miejscu i bardzo niedobrze byłoby to stracić.

2017-08-18T15:21:13+00:00
%d bloggers like this: