Disco Polo na salonach.

Disco Polo. Muzyka mojej młodości. Nigdy jej nie słuchałem, a potrafię zanucić kilka utworów. Nigdy nie miałem żadnej płyty ani kasety, a znam kilka tytułów. Nigdy nie byłem na żadnym koncercie, a mam głowie kilka tekstów. Ta muzyka to prawdziwy fenomen i absurd zarazem. Kocham ją i jej nienawidzę. Jestem pewien, że większość ludzi w tym kraju mogłaby się pod tym podpisać. Dawno temu wszyscy zrozumieli, że nie ma sensu udawać nieznajomości disco polo. Każdy jest w stanie wymienić kilka utworów lub choćby kawałek tekstu, bez względu na płeć, wiek, status społeczny i wielkość wsi.

Disco Polo to gatunek, który przeżywa właśnie swój renesans. A przynajmniej tak się wielu ekspertom wydaje, bo to błędna diagnoza. Jedyne, co w przypadku disco polo się zmieniło, to zauważalność.

To muzyka, która w zasadzie nigdy nie przeżyła większego kryzysu. Wiele zespołów, które stanowiły o jej początku, istnieje do dzisiaj. Co sezon kilku kolejnych gości w pasemkach postanawia założyć kolejnych Boysów. Grono wiernych słuchaczy spłodziło grono jeszcze wierniejszych. Pieniądze cały czas trzymają się branży, choć nie istnieje ona w mediach głównego nurtu. W zasadzie jedyny problem, jaki Disco Polo posiada, to problem bogactwa i identyfikacji.

Absurd tej muzyki jest w zasadzie kluczem do jej sukcesu. Nie znam innej branży, w której przez lata tak nachalna i bezczelna prostota byłaby akceptowana. Zarówno tekstów jak i dźwięków. Tak, powieści też oczywiście oparte są zazwyczaj na tych samych schematach. Dlatego sztuką od zawsze było ich urozmaicenie. Kto miał najlepszy pomysł, wygrywał. Nie oscary, a oglądalność i zaangażowanie czytelników lub widzów. Natomiast do opisania Disco Polo pasuje jak ulał powiedzenie – jak niewiele trzeba, żeby było wszystko.

Dla wielu ludzi właśnie stałość, niezmienność, powtarzalność dostarczana przez Disco Polo jest opoką w dzisiejszych czasach. W czasach dynamicznych zmian, powstawania nowych technologii, które detronizują poprzednie, będąc za chwilę skazanym na to samo. Nie wszyscy się w tym odnajdują, nie wszyscy tego chcą, a jeszcze więcej się tego boi. Dla nich właśnie Disco Polo jest czymś stałym, czymś lekkim w odbiorze i nieuświadamiającym co chwilę, jak bardzo się zestarzeli i zostali z tyłu. Zauważenie tematu w mediach tylko ich w tym utwierdza.

Disco Polo nie przeżywa teraz odrodzenia, zostało po prostu zauważone w mediach z kilku powodów:

  1. Migracje słoików. Sam na studiach mieszkałem z ludźmi z prawdziwej, polskiej wsi. Często, wbrew pozorom, mieli pojęcie o innych gatunkach, ale Disco Polo było podstawą. Czasem ktoś słuchał hip-hopu, czasem rocka, ale Szaloną wszyscy mieli we krwi. Kiedy zatem mieszkańcy wsi i małych miejscowości trafili do większych miast (jak ja), swoich gustów się nie wyrzekli. Ba, niektórzy zarazili nimi innych.

  2. Popularność muzyki elektronicznej. EDM z Disco Polo łączy z pewnością jedno – prostota. Powrót mody na rozrywkową muzykę elektroniczną uwolnił u wielu swobodę słuchania jej rodzimej wersji. Dla znacznej liczby ludzi ich upodobania są wstydliwe do momentu zyskania przez nie aprobaty większości.

  3. Był też czas, kiedy Disco Polo słuchało się dla beki. W którymś momencie jednak zniknął śmiech, ale noga dalej wystukuje rytm.

Śmieję się, gdy widzę momenty, kiedy różne elity zauważają  że Disco Polo nie słuchają wyłącznie ludzie głupi. Prostota rozrywki wcale nie musi oznaczać prostoty rozrywkowanego. Bo i ona może mieć klasę, bądź być jej pozbawiona. Wiem z doświadczenia, że ze swoimi zainteresowaniami warto być bezczelnym. Nawet, jeśli są wiejskie, nie uznawane za jakąś grupę mającą się za lepszych, są banalne czy pospolite. Nawet w takich tematach można stać się ekspertem i w odpowiednim momencie swoją wiedzę i umiejętności wykorzystać. Bo jestem pewien, że błyskotliwy ekspert będący z Disco Polo od początku jest wart dzisiaj miliony polskich wąsatych złotych.

2017-04-20T18:15:41+00:00
%d bloggers like this: