Czym jest Armin Only Show? Relacja z Gdańska.

Wiele lat temu, będąc jeszcze nieświadomym różnic między chłopcem a dziewczynką, wybrałem się na A State of Trance 450 do wrocławskiej Hali Stulecia. Prawie 10 godzin. Tyle trwała moja przemiana. Odkryłem świat, do którego należałem od dawna, a o którego istnieniu nie wiedziałem. Jakbym przez lata jako jedyny miał samochód, aż w końcu dojechałbym do miejsca, gdzie mają go praktycznie wszyscy. Jakbym całe życie miał skrzydła, a nie wiedział, po co.

Po 6 rano wyszedłem…wyczołgałem się z hali, z nogami w dupie i kolanami przestawionymi odwrotnie.

W 2011 opuściłem Armin Only Mirage w Poznaniu, czego cholernie żałowałem. Nie mogłem być.

Wiedziałem, że teraz nie odpuszczę. Armin już dawno zmienił styl. Nie gra tego i w taki sposób, co 6 lat temu. Stał się mainstreamowy i jest z tego dumny. Powiem wam, dlaczego. Bo Holendrzy uważają komercję za coś dobrego. Jeśli coś podoba się masom, to znaczy, że jest to potrzebne. Ludzie chcieli jarać. Nie zabronili, tylko zorganizowali im do tego miejsca. Chcieli korzystać z płatnego seksu – wiadomo. Ta mentalność sprawia, że u nich każdy nuciłby zespół Weekend bez zażenowania.

Armin Only. Masa ludzi, hala wypełniona po brzegi. Czuć napięcie. Oczekiwanie. W końcu nie było go ponad 5 lat, po niegdysiejszych regularnych występach. Klasyki sączą się z głośników. Światła przygasają. Jest.

Całe show dokładnie takie, jakiego się spodziewałem. Trance w odmianie Armin. Dużo skakania, pompowania, mało improwizacji i spontaniczności. Wszystko według scenariusza. Muzyka momentami była jedynie tłem do tańca, choreografii, świateł i ego dj’a.

Poważne obawy miałem co do śpiewania na żywo. Nigdy tego nie lubiłem. Męczy strasznie. Pamiętacie te dziewczyny śpiewające na dosłownie każdej akademii, rozpoczęciu czy zakończeniu roku? Te, których nikt nie chciał słuchać, oprócz kilku nauczycieli i tej od muzyki, która stała podekscytowana dyrygując polską Britnyj? Moje obawy były słuszne. Te występy live, to zazwyczaj lans dla owych śpiewaków. Efekt dostępny na YouTube.

A tak naprawdę przyznanie się do oszustwa. Ich występy vs. wersje studyjne.

Co z tego. Na twarzach ludzi widziałem jedno. Tęsknotę. Taką samą, jak moja. Ona spotęgowała pozytywne emocje i uczucia. Armin jest kochany w Polsce, jak w niewielu miejscach na świecie. Polacy mają dobrą cechę. Wymagamy wiele od muzyków, ale jak już się zakochamy, ciężko nas zniechęcić. To chyba najlepsza wersja fana dla artysty. Wymagający, ale wierny. Wyrozumiały. Wszak dla Armina trzeba ostatnio sporo cierpliwości. Ja patrzyłem na niego tak samo. Przez te samo okulary. Widziałem gościa, który wprowadził mnie w świat Trancu. I choćby wmiksował tam kilka przebojów grupy Akcent, nie zauważyłbym tego.

Set winylowy, ten bonusowy. Brzmiał tak, jak powinien. Dźwięk jest specyficzny, ciepły. Siła i magia dzisiejszych takich występów tkwi w tym, że większość utworów to klasyki.

Wielka korzyść wynika z faktu, że Armin ma w dupie krytykę i podąża za trendami, dodając coś od siebie. Nie jest dziadem. I dzięki temu ja też się nie starzeję. Nie chcę chodzić na koncerty po to, by odczuwać nostalgię. Nie teraz. Chcę doświadczać nowego, nawet jeśli tymczasowo lub w ogóle mi się to ma nie podobać. A jeśli może to robić sprawdzony dj, to jestem za.

Reakcje ludzi na Armina, są jak reakcje na nowe social media.

Otwarci, szczególnie młodzi odczuwają podniecenie i zabierają się za jego konsumpcje, często bezrefleksyjnie.

Starzy nienawidzą go tak samo, jak nienawidzą wszystkich innych. Bo nie rozumieją.

Pośredni są sceptyczni, mają wiele uwag, tęsknią za starym Arminem (ledwo fejsa ogarnąłem, o co kurwa chodzi z tym duszkiem), bo mają go już w małym palcu, ale…nie potrafią się mu oprzeć. Mimo wszystko. Ja też nie.

Więcej na Armin Only nie pójdę.

2017-04-04T10:07:18+00:00
%d bloggers like this: