Armin, gdybyś na chwilę został Polakiem…

…to zrozumiałbyś, co się właśnie dzieje. Jak przestać czuć się słuchaczem drugiej kategorii?

Narzekanie na line-up A State of Trance w Gliwicach przypomina kibicowanie polskiej drużynie w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Pomimo kolejnej porażki w czasie następnych rozgrywek, jakby wymazując poprzednie sezony, naiwnie wierzyliśmy: teraz się uda! Kiedy już tak się stało, po chwili świętowania nastał czas wyśmiewania i czarnego proroctwa.

Podobnie było przy wyborze krajów do poprzednich edycji A State of Trance. Gdy Polska była pomijana – eh, Armin znów ma nas w dupie! Ale gdy okazało się, że w Polsce odbędzie się pierwszy event po edycji holenderskiej, wzruszeniom i podziękowaniom nie było końca. Wielka euforia zakończyła się wraz z ogłoszeniem line-upu, jak w przypadku losowania grupowych rywali dla Legii Warszawa.

Ja też wyobrażam sobie jeszcze lepszy skład, oczami wyobrażni widzę nazwiska z mojej osobistej toplisty djów. Domyślam się jednak, że przy organizacji takiego eventu w grę wchodzi wiele istotnych szczegółów. Należy uzwględnić zaplanowane bookingi, wiążące umowy czy inne zobowiązania wobec artystów.

Tworzenie line-upu to nie zawsze jest koncert życzeń. Rozumiem, że w ostatnich latach zorganizowanie takiej imprezy w Polsce nie było i pewnie nadal nie jest łatwe.

Armin Van Buuren ma tysiące propozycji. Dzięki udanej organizacji Armin Only udało się go namówić na kolejne show, nie wprosił się sam. Teraz malkontenci wybrzydzają, bo nie ma tego, tamtego.

Wiem, że brak organizacji A State of Trance przez tyle lat nie był przypadkowy. Skoro zainteresowanie było duże i właściwie gwarantowało satysfakcjonującą frekwencję, to zawiodło coś innego. Może agencje, może nieuczciwi lub niekompetentni ludzie. A może wszystko po trochu.

Oczywiście, to nie my, TranceFamily, jesteśmy temu winni. Ale równocześnie jesteśmy tymi, którzy mogą pomóc to zaufanie odbudować i pokazać, że nie ma takiej drugiej publiczności na świecie. Niewątpliwie ciąży na nas swego rodzaju odpowiedzialność.

Oszukani, zwiedzeni, wystawieni. Takie uczucia rodziły się w Polakach przez ostatnie kilkadziesiąt lat i czasem były uzasadnione. Ale jako polska trancowa publiczność nie musimy już czuć się gorsi, niedowartościowani i pełni nieufności. Czeka nas przecież event na światowym poziomie.

Ostatecznie najważniejsza jest muzyka. Marka A State of Trance gwarantuje jej niezaprzeczalnie wysoką jakość. Ja jadę cieszyć unikalnymi dźwiękami, towarzystwem wspaniałych ludzi i tą jedyną w swoim rodzaju magią trancu. Bez względu na nazwiska.

Maju, przybywaj.

Jeśli jeszcze nie przekonałem Cię, że to będzie niezapomniana noc, poniżej przedstawiam ostateczne argumenty.

2018-02-22T18:56:55+00:00
%d bloggers like this: